Lata temu, w otwartych piwniczkach historycznych grobowców Rakowic, staruszki karmiły dzikie koty. Ówczesny dyrektor ZCK Jan Tajster mówił wtedy, że trwa walka z obrońcami praw zwierząt, którzy w takim postępowaniu nie widzą nic niewłaściwego.
Dzisiaj, gdy idę przez cmentarz, nie widzę już otwartych grobowców. Koty odeszły, nie ma już także tamtych staruszek.
Teraz problem jest zupełnie inny – można powiedzieć brązowy.
Cmentarz Rakowicki – trochę historii
Cmentarz Rakowicki w Krakowie, to w tym mieście pierwszy cmentarz komunalny. Jego powstanie wiąże się z nowymi przepisami sanitarnymi, wprowadzonymi na przełomie XVIII i XIX wieku przez władze Austro-Węgier. Zakazywały one pochówków na dotychczasowych cmentarzach przykościelnych, oraz w kryptach świątyń.
Teren, na którym zaplanowano lokalizację przyszłej nekropolii był wówczas własnością zakonu karmelitów bosych z Czernej i znajdował się poza miastem. Władze austriackie odkupiły go za 1150 złotych reńskich.
Pierwszy kondukt żałobny przekroczył cmentarne bramy w styczniu 1803 roku. Rodzina odprowadzała wtedy na miejsce wiecznego spoczynku Apolonię z Lubowieckich Brusikową. Kobieta zmarła na gruźlicę. W chwili śmierci liczyła sobie lat osiemnaście, była parafianką kościoła Mariackiego i krakowską mieszczką. Dziś miejsce jej spoczynku zajmuje grobowiec rodziny Seldmayerów, a o pierwszym rakowickim pogrzebie przypomina jedynie pamiątkowa tablica.
Można w tym miejscu napisać o kolejnych etapach powiększania cmentarza, o pogrzebach stających się narodowymi manifestacjami, o grzebanych tu znakomitościach ze świata sztuki, kultury, nauki i polityki. Nazbierało się przez te ponad dwa wieki istnienia.
Napiszę tylko tyle: W roku 1976 cmentarz Rakowicki został wpisany na listę zabytków prowadzoną przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Krakowie i widnieje tam do tej pory pod numerem A-584.
Czym skutkuje taki wpis? Mówią, że „zyskaniem przez obiekt najsilniejszej ochrony prawnej”. Ochronie podlegają nie tylko nagrobki, czy kaplice, ale też kompozycja, układ alejek, starodrzew i relacje przestrzenne.
Właściciele grobów o wartości artystycznej lub historycznej mają ustawowy obowiązek starannego dbania o ich stan techniczny. Jeśli pojawi się potrzeba przeprowadzenia prac budowlanych lub jakichkolwiek innych, działania obarczone są koniecznością uzyskiwania przez właściciela zgody konserwatora zabytków na każdy remont i zmianę, oraz uzgadnianie z nim wszelkich prac budowlanych i jakichkolwiek innych. Właściciel obowiązany jest dbać o zabytek i utrzymywać go w najlepszym możliwym do uzyskania stanie na własny koszt. Inne skutki, jak prawo pierwokupu przez gminę, czy zwolnienia podatkowe raczej nie odnoszą się do grobowców.
Słowo „właściciel”…
Zatrzymajmy się nad nim, bo ono wszystko trochę nam gmatwa. W polskim prawie właściciel to osoba fizyczna lub prawna, która posiada najszersze chronione prawo do danej rzeczy, zwane prawem własności.
Zgodnie z art.140 KC właściciel może – w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego – korzystać ze swojej własności (…). Właściciel może więc: posiadać rzecz, używać rzeczy, czerpać z niej zyski, zużyć lub zniszczyć, wyzbyć się rzeczy, ustanowić na niej hipotekę, czy też własności się zrzec.
Dlaczego słowo „właściciel” w kontekście cmentarza wszystko nam komplikuje?
Otóż dlatego, że w polskim prawie nie ma możliwości zakupu na własność miejsca na cmentarzu, ani też grobowca. Prawo do grobu ma charakter niematerialny i jest niezbywalne. Wyjątek stanowi jedynie pusty grób przed pierwszym pochówkiem. Tu przekazanie uprawnień do dysponowania jest możliwe, ale wymaga zgody zarządcy cmentarza. A teraz informacja kluczowa dla naszego problemu! Własność materialną stanowi nagrobek, a właścicielem jest ten, kto za postawienie pomnika, czy położenie płyty zapłacił. Krótko – jeśli jesteś dysponentem zabytkowego grobowca znajdującego się na terenie nekropolii wpisanej do rejestru zabytków (w naszym wypadku na krakowskich Rakowicach), masz pod opieką obiekt, którego prawo nie zezwala ci zbyć, o który obowiązany jesteś dbać, co czasem pociąga za sobą trudne do udźwignięcia wydatki i obarczone jest koniecznością każdorazowych uzgodnień ze służbami konserwatorskimi.
Po co te wszystkie wiadomości i wyjaśnienia?. Uwierzycie, gdy napiszę, że przez Helenę Modrzejewską i około sto innych osób?
Sprawa Modrzejewskiej, a recycling…
Na początku lipca bieżącego roku, z grobu znakomitej aktorki Heleny Modrzejewskiej, zniknęła zabytkowa płaskorzeźba z jej doczesnym wizerunkiem. Narodowy Stary Teatr, którego Modrzejewska jest patronką, wyraził swój protest i ubolewanie, a opinia społeczna była tym faktem poruszona i oburzona.
Nic dziwnego, bo nie chodzi wyłącznie o zniszczenie pomnika. Chodzi o kradzież, której sprawca dopuścił się na cmentarzu, a to zwyczajowo najgorsza forma zaboru mienia. Prócz grobowca Heleny Modrzejewskiej, łupem sprawcy, czy też sprawców padło 27 nagrobków, w tym mogiła kolejnej postaci ze świata teatru – Tadeusza Kantora.
Skradzione z grobów obiekty wiąże jedno – były wykonane z brązu. Jeśli nieco mocniej zagłębić się w internetowe doniesienia, można znaleźć informację, że już kilkanaście dni po kradzieży, policja zatrzymała mężczyznę, którego podejrzewa się o ten haniebny czyn. Super, wspaniale, gratulacje dla śledczych, o ile wina zostanie udowodniona.
Problem tylko w tym, że pod koniec września, bardzo uważny pracownik ZCK, przechodząc alejką przy której znajduje się mogiła Modrzejewskiej zauważył, że na innym, historycznym grobowcu, zlokalizowanym kilka kwater wcześniej, także brakuje brązowego elementu. O tym przykrym fakcie postanowił powiadomić dysponenta grobu. Ten ruszył na policję, kradzież zgłosił i przy okazji dowiedział się także, że spraw podobnych jest już ponad sto. Kwiatkiem kolejnym w opisywanej historii jest również to, iż policja dla przyjęcia zgłoszenia obarczyła dysponenta obrabowanego grobowca koniecznością dokładnego oszacowania wartości skradzionego elementu, nie w sensie ceny skupu złomu, a odtworzenia i umieszczenia na swoim miejscu. Podobno potrzebne było to w celu określenia, czy mamy do czynienia z wykroczeniem, czy też przestępstwem.

To jak to jest, rejestr zabytków, najsilniejsza prawna ochrona i ustalanie czy element zabytkowego pomnika wart jest tyle, by uznać jego kradzież za przestępstwo?
Ciekawi was pewnie o jakiej sumie rozmawiamy?
Sumy są dwie. Ta ze skupu i sprzedaży brązowego elementu i ta dotycząca odlania i zamontowania na starym miejscu.
Pierwsza to około 50 złotych, przyjmując cenę kilograma brązu w skupie na poziomie 35 złotych. Warto przy tym zaznaczyć, że brąz w kawałkach jest droższy od produkcyjnych wiórów, czyli pocięte na drobniejsze części, skradzione elementy bardziej się opłacają.
Teraz druga suma! Za zrobienie nowego odlewu i zamontowanie elementu na okradzionym pomniku, dysponent zapłacić będzie musiał od 5 do 6 tysięcy złotych. Brąz jest drogi, odlewni brązu nie tak wiele, no i mamy do czynienia z cmentarzem Rakowickim wpisanym w roku 1976 do rejestru zabytków pod numerem A- 584.
Podsumowania i wnioski…
Oburzenie cmentarnym hienizmem jest jak najbardziej naturalne i mnie także ono towarzyszy. Zastanawiam się tylko, dlaczego oprócz oburzenia, zgłoszeń na policję i wpisywania na kolejne listy „wyjątkowości” nie robi się zgoła nic, by kradzieże na cmentarzach utrudnić, a ściganie złodziei ułatwić. Zwłaszcza na cmentarzach zabytkowych, gdzie usunięcie skutków zniszczeń jest o wiele trudniejsze.
O czym myślę? Oczywiście o tym, że żyjemy w XXI wieku. Kiedy jedziemy na wakacje potrafimy zdalnie podglądać, co dzieje się w naszym domu, spuszczamy i podnosimy rolety, uruchamiamy odkurzacze, kosiarki, kontrolujemy dzieci. Wszystko za pomocą telefonu i odpowiedniej aplikacji.
Kwatery wojskowe w Belgii, Holandii czy Italii objęte są nadzorem kamer. Specjalne systemy wizyjne z funkcją analityki obrazu chronią żydowskie cmentarze i mogiły ofiar Holokaustu. W UK, Luksemburgu czy Irlandii używa się na zabytkowych cmentarzach techniki mapowania przestrzennego z powietrza. Paryski Pere Lachaise objęty jest częściowym monitoringiem, a po jego alejkach poruszają się piesze patrole.
Rakowice mają jedynie kilka kamer przy wejściach (4), w tym jedną pełniącą funkcję kamery internetowej (przy wejściu od ulicy Rakowickiej). Kto próbował obserwować udostępniany z niej obraz wie, że miewa ona przestoje w nadawaniu. Gdy mowa o zmianach, wszędzie panoszy się zdanie „ w planach są działania mające na celu montaż dodatkowego monitoringu i doświetlenia wewnątrz cmentarza ze szczególnym uwzględnieniem alei głównej”. Nie mogę pozbyć się brzęczącego w głowie zdania, które gdzieś usłyszałam przy okazji innej rozmowy o niewystarczających wydatkach na zabytkowe nekropolie – „ci na cmentarzach nie głosują”.
Widziałam wielokrotnie obrazy z kamer podglądających ptaki w budkach lęgowych. Ludzie chętnie udostępniają je w sieci.
Dysponent zabytkowego grobowca na cmentarzu Rakowickim nie może we własnym zakresie zamontować kamery, bo to ingerencja w substancję zabytkową.
Rakowice od 1976 roku są wpisane do rejestru zabytków pod numerem A- 584 i objęte są nadzorem konserwatorskim. To najsilniejsza ochrona prawna dostępna na terenie Polski.
