Grafika światło na ciemnym niebie
światło na ciemnym niebie

Stadion Rakowa Częstochowa

Między Wójtem a Plebanem

Co to jest paradoks? Miasto liczące 200 tys. mieszkańców, w którym prawie nic się nie dzieje!

Może to przez nazwę, bo dzieciaki mówią, że Częstochowa często się chowa. Jest też taki dziecięcy wierszyk: 
„Częstochowa ma zdobycze, cztery domy, dwie ulice. 
Jest tu stadion narodowy, na stadionie pasą krowy;
Pasą krowy i barany, cały stadion jest zas…
.”.

Mateusz Borek, moim zdaniem jeden z najlepszych obecnie komentatorów rozgrywek w piłce nożnej, niedawno ostro skrytykował władze Częstochowy za brak inwestycji w nowy i nowoczesny stadion, na którym drużyna Rakowa Częstochowa mogłaby rozgrywać swoje mecze. „To skandal i kompromitacja” – stwierdził w jednej z wypowiedzi. Jego argument, że klub z aspiracjami, jakim niewątpliwie jest Raków, musi mieć możliwość goszczenia przeciwników na obiekcie spełniającym wymogi UEFA 4, inaczej nie będąc w stanie dokonywać transferów bardziej topowych piłkarzy, jest logiczny i trudny do obalenia. 


Zdjęcie Stadionu Rakowa Częstochowa Autorstwa Carl92 – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=109902865
Miejski Stadion Piłkarski Raków w Częstochowie podczas oficjalnego otwarcia po remoncie, 3 września 2021 r.

Jaki w takim razie jest obecny obiekt usytuowany przy ul. Limanowskiego?
Spełnia kategorię UEFA 3. Pozwala to na rozgrywki eliminacyjne europejskich pucharów do IV rundy włącznie. 
Co przeszkadza obiektowi w uzyskaniu wyższej kategorii?
Można powiedzieć – wszystko! Pojemność zaledwie 4200 – 4500 miejsc, brak odpowiedniego zaplecza medialnego, stref VIP, stref technicznych i parkingu gwarantującego liczbę miejsc wymaganą przez UEFA dla najwyższego szczebla rozgrywek pucharowych. 
W roku 2018 kibice szeroko komentowali wizualizację nowego wyglądu obiektu, który miał w tamtym czasie przejść modernizację. Raków parł w lidze do przodu i nie można już było koniecznego „liftingu” odwlekać. 


W roku 2021 modernizacja ujrzała światło dzienne. 
Porównanie planów i efektów zostawiam czytelnikom. Każdy może to zrobić grzebiąc w sieci.
Warto, by zwrócić przy tym uwagę na dużą ilość zarzutów pod adresem władz miasta, które nie wykazały oczekiwanego przez kibiców zaangażowania w rozwój częstochowskiej piłki. 
Czy tylko i jedynie ów brak entuzjazmu władzy przeszkadza powstaniu w Częstochowie obiektu sportowego, na jaki to miasto zasługuje?
Czy jedynie niesłowność Mateusza Morawieckiego spowodowała rozmycie się gdzieś obietnicy 40 milionów na jego budowę?

„Ty wiesz kto rządzi w mieście, tu biskup z komisarzem King„

Z pewnością pamiętacie skąd pochodzą te słowa?! To piosenka, śpiewana przez Muńka Staszczyka z zespołem T. Love. W latach 90 był to hit, z bardzo odważnym jak na tamten okres tekstem. Dotyka on problemu, który jak świadczy historia, od wielu dekad dławi „Miasto Świętej Wieży”.
W sprawie budowy stadionu jest on w moim przekonaniu niepomijalny. Jaki to problem? Wszystko po kolei.

Skojarzenia z nazwą lepsze i gorsze…

Żeby nie było, że jedynie się czepiam i wyciągam same kiepskie fakty, na początek odwołam się do niezawodnego wieszcza. Adam Mickiewicz w Księdze IV Pana Tadeusza, wkłada w usta księdza Robaka następującą wypowiedź:

„Co się tabaki tyczy, hem ona, pochodzi
 Z dalszej strony niż myśli Skołuba Dobrodziej;
Pochodzi z Jasnej Góry; księża Paulinowie
Tabakę taką robią w mieście Częstochowie
Kędy jest obraz tylu cudami wsławiony
”
Czyż to nie wspaniałe?! Nazwa „Częstochowa” dwukrotnie pada w utworze tak dla nas ważnym, którego czytania polska szkoła nigdy nie zarzuci (pierwszy raz pada w Inwokacji)!
Kontekst nierozerwalnie związany jest z klasztorem, ale ogólnie to  dobry PR, pomijając oczywiście współczesną wiedzę o tabace. 

Teraz kontekst numer dwa… wiek XIX

W tym okresie przymiotnik częstochowski oznaczał: kiepski, kiczowaty, marny, byle jaki. Były więc częstochowskie rymy, częstochowskie obrazy i malowidła, wszystko co tandetne otrzymywało taki przydomek. Wcześniej wymiennie funkcjonowały także określenia: kalwaryjskie i dziadowskie, ale wkrótce częstochowskie wyparło je zupełnie.  
W Słowniku PWN oraz Słowniku Języka Polskiego pod red. W. Doroszewskiego znaleźć można także termin częstochowszczyzna. Oznaczał on marną, kiczowatą lub prymitywną twórczość – nawiązując bezpośrednio do prostych, banalnych rymów częstochowskich, religijnych, odpustowych obrazków niskiej jakości, sprzedawanych w Częstochowie, zwłaszcza pod Jasną Górą.
Cóż, nasza religijność powszechniej kształtowana była przez art brut, niż Michała Anioła, Rafaela Santi, albo Leonarda da Vinci. Trudno się na to obrażać, ale szukać dla miasta równowagi wobec takich zjawisk powinno się z sił wszystkich.

Cudowne dwudziestolecie międzywojenne… 

Wojna światowa, którą dla odróżnienia od kolejnej nazywamy dzisiaj Pierwszą, odeszła do historii. Na mapę Europy powróciła Rzeczpospolita, która, by się nie pogubić, opatrzona jest cyfrą II. W tym to czasie magistrat częstochowski i stacjonujące w mieście orkiestry wojskowe, żywo zainteresowane były koncertami plenerowymi w znajdujących się pod Jasną Górą parkach. W zacnym artystyczno-wojskowym towarzystwie była też orkiestra dęta 27 Pułku Piechoty, wchodzącego w skład stacjonującej w rejonie miasta 7 Dywizji Piechoty. 
Władze miejskie, zapewne zdając sobie sprawę, że nazwa Częstochowa kojarzy się wielce jednoznacznie i wielce tandetnie, dążyły do ożywienia kulturalnego  nowo przejętych i zmodernizowanych parków, pragnąc organizować tam regularne występy muzyczne i imprezy rozrywkowe dla mieszkańców i kuracjuszy. Warto pamiętać, że panuje wtedy moda na przyrodolecznictwo, a do podczęstochowskich sosnowych lasów ciągną zastępy szukających relaksu rodaków (stąd choćby nazwa Żarki Letnisko). Pomysł koncertów i imprez – powiedzielibyśmy zupełnie niezły. 
Niestety – nie dla Paulinów. Ojcowie z Jasnej Góry nie zgadzali się na żadne z powyższych argumentując, że to huczne koncerty, potańcówki i inne „niegodne” rozrywki o charakterze czysto świeckim, bezpośrednio pod murami sanktuarium. Głośna muzyka, gromadzące się tłumy poszukujące rozrywki naruszać miałyby ciszę i sakralny charakter wzgórza oraz powagę miejsca przeznaczonego do modlitwy. Słowem, „Sodoma i Gomora”. 

Nie przeczę, że są pośród nas tacy, którzy przyznają zakonnikom  rację. Orkiestra dęta z natury swej może być hałaśliwa. Historycznie spieszę zbić ten argument.
Oto Jan Otrembski, częstochowianin z urodzenia, założyciel i dyrektor Teatru Miejskiego w Częstochowie, w Parku im. S. Staszica próbował prowadzić scenę plenerową. Warto podkreślić, że prowadził on teatr nie pobierając subwencji, a na pokrycie kosztów przysposobienia sali i zaliczek dla aktorów pierwszego zespołu, wydał wszystkie swoje oszczędności.
Jego inicjatywa Teatru Letniego-Regionalnego spotkała się z nienegocjowalnym sprzeciwem klasztoru i ostatecznie upadła.

IKC, nr 338 czwartek 8 grudnia 1927. Fragment strony ze zdjęciem Jana Otrembskiego

Pojawia się pytanie – co dawne blokowanie przez klasztor wszelkich imprez świeckich, jakie miałyby się odbyć w jego pobliżu, może mieć wspólnego z budową nowego stadionu?

Być może to jedynie spekulacje, być może jednak powód bardzo istotny… 

Zaopatrzeni w historyczne informacje dotyczące podejścia jasnogórskich zakonników do problemu funkcjonowania i potrzeb mieszkańców miasta, przyjrzyjmy się rzeczywistości współczesnego stadionu. 
Roczny koszt utrzymania obiektu o pojemności 15 tys. miejsc, a taki stadion planowany jest w Częstochowie, to szacunkowo od 5 do 8 mln. zł rocznie. Dla przykładu: Cracovia to rocznie 5 – 6 mln., stadion Podbeskidzia w Bielsku Białej 4-5 mln. Według danych samorządowych koszt utrzymania stadionu PKO BP ekstraklasy to przeciętnie od 6 -12 mln. Gołym okiem widać, że same rozgrywki ligowe nie są w stanie utrzymać któregokolwiek obiektu, na którym są rozgrywane. Meczów jest w sezonie kilkanaście (34 kolejki, połowa spotkań to spotkania wyjazdowe), czasem dwadzieścia kilka, jeśli trafią się eliminacje, lub mecze w rozgrywkach o Puchar Polski. To oznacza jedno – przez ponad 300 dni w roku stadion nie zarabia. W sezonie zimowym taki obiekt, to jedynie koszt i trzeba znaleźć pieniądze, którymi ten koszt uda się pokryć. Ściślej mówiąc, znaleźć je musi właściciel.
W Polsce obecnie funkcjonują trzy modele własności i zarządzania takimi obiektami.

Pierwszym i najczęstszym jest model komunalny (Białystok, Gdańsk, Wrocław). 
Drugi to model państwowy (PGE Narodowy, Stadion Śląski w Chorzowie), oraz 
trzeci, całkowicie marginalny, model prywatny (Bruk – Bet Termalica Nieciecza).


Nie będziemy się zagłębiać w szczegóły powoływania celowych spółek, wyłaniania operatorów itp. Interesuje nas jedynie, co stadion jako taki może zaoferować, by zarobić na swoje utrzymanie. Tu kilka przykładów.:
Stadion Wojska Polskiego w Warszawie przy ul. Łazienkowskiej, na którym rozgrywa swoje spotkania Legia, oferuje loże Diamond Club wynajmowane za 600-700 tys. zł. rocznie. Jest to przestrzeń dostępna przez cały tydzień, wynajmowana przez firmy, jest to też stabilny przewidywalny dochód. 
Enea Stadion Miejski w Poznaniu, gdzie gra Lech, tradycyjnie nazywany też Kolejorzem, oferuje codziennie otwarty Master Lech Sport Bar. Funkcjonuje tu klub muzyczny, zimą organizowane są koncerty, wydarzenia B2B, itp. 
Tarczyński Arena Wrocław zwana jest najbardziej zapracowanym stadionem w kraju. W roku 2024 zorganizował prawie 200 wydarzeń, w których uczestniczyło 800 tys. osób. Przychody operatora osiągnęły poziom 28,5 mln. zł. Obiekt dysponuje powierzchnią biurowo-usługową, oprócz meczów odbywają się tu koncerty, targi, eventy korporacyjne i gale. 
Stadion im Józefa Piłsudskiego, na którym gra Cracovia – oprócz meczów odbywa się tutaj wiele imprez, koncertów, wydarzeń masowych. To tutaj wystąpił dla fanów Andrea Bocelli. Obiekt oferuje też powierzchnie pod najem komercyjny.
Przegląd obiektów zakończmy na jeszcze jednym, krakowskim Stadionie Miejskim im. Henryka Reymana. Tu gra Wisła, a od sezonu 2026-27 gra na nim również Wieczysta Kraków. Przez lata nie miał on  stałej oferty konferencyjnej i biznesowej, czy gastronomicznej i turystycznej. Koszt rocznego utrzymania zgodnie z dostępnymi danymi, zamykał się kwotą 10 mln. zł. Dochody przynosił o kilka milionów niższe. Różnicę ze swojego budżetu pokrywało miasto.
Oczywiście, każdy stadion może mieć też tzw. sponsora tytularnego, który w zamian za opatrzenie obiektu swoją nazwą wpłaca do budżetu wynegocjowaną kwotę, ułatwiającą jego utrzymanie, ale nie jest to stały i przewidywalny element tworzenia bilansu; sponsorzy raz są, raz ich nie ma, czasem brak pewności utrzymania umów na kolejny sezon…
Z przytoczonych przykładów widać, że same rozgrywki nie są w stanie utrzymać żadnego z istniejących w Polsce stadionów.
Częstochowski, jeśli powstanie, nie będzie inny.

Wiecie, jakie pytanie chciałabym teraz zadać? Otóż takie:

Widok miasta Częstochowa z wysoka, w kierunku dzielnicy Raków
Panorama Częstochowy w stronę Rakowa

Na co skłonna jest zgodzić się Jasna Góra?

Ktoś musi to jasno (nomen omen) wyartykułować, bo pojawi się konieczność organizacji imprez identycznych z tymi, które na przestrzeni lat klasztor blokował i to niestety skutecznie.
Imprez dla mieszkańców, dla przyjezdnych, którzy zostawią tu pieniądze za bilety, za noclegi, za jedzenie i drobne przyjemności. 
Ktoś może powiedzieć, że przecież sama Jasna Góra generuje olbrzymi ruch pielgrzymkowy. Klasztor odwiedza rocznie od 2,5 mln do 4,5 mln osób. Słowem kluczem jest tutaj jednak „pielgrzymkowy”. Budżet miasta nie czerpie żadnych korzyści i nie pobiera opłat od pątników. Magistrat i jego spółki komunalne w związku z obsługą ruchu pielgrzymkowego, generowanego przez klasztor, corocznie ponoszą koszt co najmniej 100 tysięcy złotych. Miasto nie chwali się osobną statystyką takich wydatków, więc są to dane szacunkowe. 
Podsumujmy! Te kilka milionów pątników rocznie, to zysk, praktycznie, wyłączny dla klasztoru.
Tymczasem miastu potrzebny jest ruch turystyczny, a nade wszystko świeży powiew zwykłych małych radości codziennego, świeckiego życia. Ktoś da koncert, ktoś zaproponuje event, widowisko. Przyjadą ludzie z okolicznych miejscowości, fani z daleka. Może pójdą w Aleje, może kupią kawę, albo lody, zjedzą obiad, albo kolację, być może niektórzy nawet pokrzyczą. Częstochowa jest dużym  miastem i taka powinna być jej codzienność.

Trzymając kciuki!

Z urodzenia jestem częstochowianką i całym sercem kibicuję Rakowowi. Robię to dlatego, że sukcesy tego klubu to szansa dla miasta. Szansa na kojarzenie się z czymś innym, niż tylko „Święta Wieża”. 

Jezus z Nazaretu powiedział – „Oddajcież tedy co jest Cesarskiego, Cesarzowi, a co jest Bożego, Bogu” (Biblia Wujka).

Życzę częstochowskim piłkarzom zwycięstw i nowego stadionu, bo obu rzeczy bardzo im trzeba. Piłkarzom Rakowa Częstochowa!
Określenia „Medaliki” staram się nie używać.

Anna Laszczka.
Wykorzystano archiwa Ilustrowanego Kuriera Codziennego, Wikipedii, strony obiektów sportowych, www.portalsamorzadowy.pl, www.sportmarketing.pl, Samorządów oraz różne materiały prasowe z okresu XX-lecia międzywojennego dotyczące sporu między klasztorem O.O. Paulinów z Jasnej Góry a amatorskimi zespołami muzycznymi z Częstochowy oraz Towarzystwem „Lutnia”, oraz biografie Ludwika Wawrzynowicza i Edwarda Mąkoszy.

A dla Czytelników wytrwałych – w nagrodę zaśpiewa T.Love